Prawo Ojca „PROLOG”

Rok 2016 który zmienił całe moje życie.

To wstęp do całej mojej ówczesnej walki o normalne życie i córkę. Chcę przedstawić jak to wszystko wyglądało od samego początku. Zabiję w ten sposób, na pewno, wiele głupich plotek i kłamstw, które są puszczane gdzieś w świat przeciwko mnie. Nie będę ukrywał niczego, bardzo dokładnie opisze każdą nawet najmniejszą sytuację. Ma być to wszystko prawdziwe, piszę to opierając się na rozmowach na żywo, smsach z tamtych czasów i rozmowach telefonicznych. Sam już nie pamiętam czemu kiedyś nagrywałem wszystkie rozmowy. Mam prawie 40 godzin samych rozmów, tak więc będzie to bardzo dokładnie poparte udokumentowanymi faktami. Wszelkie sugestie, opinie te złe, jak i te dobre, można wyrażać w komentarzach odblokowałem już ta funkcje.

Zastrzegam sobie wszelkie prawa do moich fotek i nie wyrażam zgody na zamieszczanie i kopiowanie ich bez mojej wiedzy i zgody.

Zgodnie z ustawą z dnia 4.02.1994 r. o prawach autorskich, zabraniam kopiowania treści tego opowiadania bez mojej zgody, oraz wykorzystywania go na swój użytek.

Początek tej historii trzeba by było opisać cofając się, mniej więcej, o miesiąc przed pierwszym spotkaniem z Ewą, gdyż ma to duży wpływ na zrozumienie całej sytuacji i specyfiki czasu, jaki to był wówczas dla mnie. Wszystko zaczęło się od końcówki długiego, niemalże 5 letniego związku z kobietą, którą po ostatnich wydarzeniach w jej życiu, postanowiłem ominąć w moim życiorysie. Niestety, nie da się tego wykonać, gdyż miała ona zbyt duży wpływ na moje życie. Wszystko zaczęło się w roku 2016. Zbliżały się urodziny mojej ówczesnej dziewczyny, nazwijmy ją Moniką. Dzień, w którym wyprawiała ona swoje urodziny, była między nami bardzo napięta sytuacja. Staraliśmy się utrzymać nas związek, że tak powiem, na siłę, bo razem mieszkaliśmy. Cały związek zaczął się sypać od momentu, w którym myśleliśmy, że Monika jest w ciąży. Pamiętam, że się cieszyłem jak dziecko, kupiłem test ciążowy, bo było dużo sygnałów przekonywujących, że to może jest już to. Niestety, okazało się, że tak nie jest. Zasmucony byłem bardzo, ale ta sytuacja zmieniła całe nasze dotychczasowe życie. Zaczęliśmy się od siebie oddalać, nie spaliśmy już razem w jednym łóżku. Ja leżałem na kanapie, ona w sypialni. Sprawy łóżkowe też odeszły na drugi plan. Do dziś nie wiem, dlaczego tak się działo. Będąc przekonanymi, że będziemy mieli dziecko, nie próbowaliśmy dalej, tylko temat tak ja by zniknął. Wracając do tego dnia wyprawiania jej urodzin, był on bardzo nerwowy, a ja zacząłem się źle czuć. Trzęsły się mi ręce. Miałem zimne poty, problem z ostrością widzenia i z tego co pamiętam, miałem często uczucie, że mi się coś w brzuchu rusza, w jednym i tym samym miejscu. Widok był taki, że się punkt na brzuchu unosił i opadał, jakby tam jakaś żyłka pulsowała. Po latach wiem, że to była aorta, nic z tym nie robiłem, myślałem że samo minie. Wracając autem z Tesco w Gdyni do Rumi, mówiłem już Monice, że jest coś nie tak, że coraz bardziej źle się czuję. Przed wjazdem do Rumi, nie byłem już w stanie prowadzić, nie patrząc na nic, jadąc 70km/h, bez hamowania skręciłem i wjechałem w pobocze. Na szczęście nic się nikomu nie stało, nie mogłem normalnie oddychać, brzuch już mi się ruszał cały. Kończyny wszystkie były zdrętwiałe, nie mogłem się ruszać normalnie. Panika już była na maksymalnym poziomie, otworzyłem drzwi auta i chciałem wysiąść, z tego co pamiętam padłem na ziemię. Próbowałem się podnieść, przeszedłem kawałek i poprosiłem Monikę, by zadzwoniła po karetkę, a ja położyłem się na chodniku. Już nie byłem w stanie nic zrobić, wyglądało to, jak walka o życie, ani oddychać, ani się poruszyć. Nic nie byłem w stanie zrobić. Pamiętam, że ludzie idący chodnikiem i jadący ulicą, nas olewali. Jedyny, kto podszedł, to bezdomny i spytał, czy może jakoś pomóc. Dla mnie ta chwila trwała wieczność, myślałem że to jest koniec. Karetka przyjechała po około 15 minutach. Zatargali mnie do środka, zadawali mnóstwo pytań i pierwsze co stwierdzili, to Hiperwentylacja. Potem im się coś ciśnienie nie podobało. Sami już nie wiedzieli, co mi jest, więc postanowili zresetować mój organizm, dostałem zastrzyk tak, jakby „głupiego jasia”. Nagle wszystko miałem w dupie. Ratownicy zostawili mnie pod opieką Moniki, bo nie chciałem jechać do szpitala. Jak już odjeżdżali, miałem taką fazę, że zacząłem im kiwać i się uśmiechać.

Na urodziny poszedłem oczywiście, ale nic nie piłem, a byłem i tak najweselszy na imprezie i miałem najlepszą zabawę ze wszystkich. Pamiętam, że lekarz z karetki mówił, że przyjdzie taki moment, że zacznę zasypiać na stojąco. Miał rację, imprezka się dla mnie skończyła o 22.00. Zacząłem spać tak, jak stałem. Nic nie było ważne, oczy się zamykały i koniec. Kolega odwiózł mnie do domu, tylko wszedłem i obudziłem się rano. Był to nadzwyczaj dziwny dzień, ale nie zlekceważyłem tego. Obiecałem, że się sam zgłoszę na badania i tak zrobiłem, ale tu się zaczęła moja katorga z polską służbą zdrowia. Pierwsze badania, to były na niewydolność serca, a im więcej robiłem badań, na które mnie wysyłali, tym gorsze rzeczy wychodziły. Nawet dwóch lekarzy po obejrzeniu wyników mnie pytało, czy jestem „gotowy na śmierć”, bo z takimi wynikami nie przeżyję 2 tygodni. Po tych słowach postanowiłem się zapisać do szpitala prywatnego i wszystkie badania zrobić prywatnie… .

Żyjąc z myślą, że to już koniec, nie miałem zamiaru kontynuować związku z Moniką i stałem się też bardzo rozbity psychiczne. Głowa nie wytrzymywała już tego wszystkiego, miałem serdecznie dosyć każdego kolejnego dnia. Żyłem już przekonaniem, że to są moje ostatnie chwile, a ataki takie jak wtedy, zdarzały się coraz częściej. Plus był taki, że miałem już leki od lekarzy, które obniżały mi ciśnienie w organizmie i robiły trochę głupawkę z mózgu. W ciągu miesiąca, z osoby zdrowej, stałem się lekomanem, musiałem jeść tonę leków, by przeżyć. Olewając już ten związek, chciałem na chwilę chociaż poczuć się normalnie, więc zacząłem chodzić na randki. Tak, nadal mieszkaliśmy razem. Monika na początku nie spotykała się z nikim, miała nadzieję, że ten związek się uratuje.

Pierwsze spotkanie w 4 oczy :*

Na portalu randkowym „Badoo” napotkałem na kobietę z pięknym zdjęciem z plaży. Co prawda czarno-białe, ale było widać jej piękną figurę z długimi, cudownymi nogami. Zaczęliśmy pisać ze sobą. Pierwsze, co mnie zaskoczyło u niej, to to, że podczas rozmowy ze mną siedzi w samochodzie. Była to pierwsza rzecz wspólna, bo ja zachowuje się tak samo, jak chcę pomyśleć sobie spokojnie, to idę do auta. Osoby, co mnie znają, wiedzą że potrafię siedzieć w aucie godzinami i nic nie robić, tylko sobie odpoczywać i rozmyślać. Rozmawialiśmy sobie 2 dni, ja pracowałem wtedy w Rumi w firmie elektrycznej, a ona w banku. Postanowiliśmy się omówić na randkę po mojej pracy. Tego dnia wpadłem tylko do domu wziąć prysznic, przebrać się i pojechałem do lekarza, bo tego dnia miałem jeszcze umówioną wizytę u lekarza w prywatnej klinice. Kolejka była dosyć długa, więc napisałem jej, że trochę to potrwa, nie wiem czy uda nam się spotkać. Dziewczyna się jednak niczym nie przejmowała, napisała mi, że w razie czego weźmie jakiś obrus i jedzonko i zrobimy sobie obiadek w szpitalu. Powiem tak, był to dla mnie SZOK. Jej podejście do życia z lekkim przymrużeniem oka, było dla mnie niesamowite i do tego bardzo mile. Niby się znaliśmy dopiero 2 dni, a trzymając z nią kontakt telefoniczny już czułem się bezpieczny i kochany, czułem, że komuś na mnie zależy. Badania zrobiłem tak szybko, jak się dało i od razu pojechałem pod jej dom, a mieszkała blisko, bo na Płycie Redłowskiej, czyli 5 minut drogi od kliniki. Mówiłem, że musimy iść coś zjeść, bo jestem bez obiadu i strasznie głodny. Zaskoczyła mnie po raz drugi, bo gdy podjechałem pod jej blok, ona wyszła do mnie z Hot dogiem, który sama zrobiła. Łapała w ten sposób u mnie strasznie wiele plusów. Była od samego początku mila, bardzo kobieca, czuła i wyrozumiała. Zaskoczyła mnie rejestracja jej auta: „CT….” mówiła, że pochodzi z Torunia, że tam się urodziła i wychowała. Miała auto BMW e46 2000-2001, nie pamiętam już tak dokładnie, ale traktowała auto jak drugi dom. Miała tam dosłownie wszystko co potrzebowała do przeżycia ;).

Bar, Gdynia plaża.

Chwila rozmowy przy samochodzie, ja zjadłem obiadek, który ona mi przygotowała i postanowiliśmy jechać do baru. W Gdyni przy plaży, na kawę jest idealne miejsce, by sobie porozmawiać. Tam też parę ciekawych rzeczy się dowiedziałem, a mianowicie, że pracuje nie tylko w banku, ale też w klubie ze striptizem. Lecz ona nie paniczy, jest tylko kelnerką. Wtedy mało wiedziałem o takich miejscach, pytała czy mi to nie przeszkadza, bo faceci mają z tym problem. Jakoś, jak na trzeci dzień znajomości, mi to nie przeszkadzało. Z godzinę tam posiedzieliśmy, dobrze się dogadywaliśmy, trza było to kontynuować, bo ani mi się do domu nie chciało jechać, ani jej. Stwierdziliśmy, że jedziemy poszukać w Gdyni jakieś spokojne miejsce, aby porozmawiać sobie w aucie. Miała być chwila, trochę się zasiedzieliśmy, bo aż do drugiej w nocy. Rozmowy o nas i to, co nas łączy, to głównie choroby. Mieliśmy obydwoje duże problemy ze zdrowiem, taka trochę licytacja, kto ma gorzej. Powiedziała też, że się długo leczyła na bezpłodność i że raczej nigdy nie będzie miała dzieci. Miała kiedyś duże problemy ze zdrowiem, nawet walczyła o życie. Kobieta bardzo specyficzna, do roku 2020 myślałem, że drugiej takiej nie ma, ale każdy ma swojego klona gdzieś na świecie… pozdrawiam Majkę :*. Jednak nastała odpowiednia godzina by jechać do domu, podjechałem więc pod samą jej klatkę, pożegnaliśmy się w aucie. I tu pamiętam, że zaszokowałem ją ogromnie, gdyż spodziewała się , że wysiądę choć z auta, by ją pożegnać odpowiednio, a ja tego nie zrobiłem i zostałem w środku i po chwili odjechałem. Potem jeszcze rozmawialiśmy przez telefon, aby powiedzieć sobie, jak się podobało. Mówiła wtedy, że było bardzo miło, ale kultura wymaga bym wysiadł z auta i ją odprowadził te 3 metry do klatki. Może miała rację, ale jakoś nigdy tak nie robiłem. Randka się spodobała nam obojgu, więc omówiliśmy się na piwko następnego dnia, bo akurat był mecz piłki nożnej, gdzie grała nasza reprezentacja, ale już nie pamiętam z kim. Następnego dnia pechowo się zaczęło… bardzo. Patrząc na to, co było dalej, mój wypadek w pracy uratował jej życie… Cdn.

Dedykacja dla córki :*

Początek Horroru „Związek”

Życie nie jest bajką… żyjmy tak, by nie żałować ani jednej chwili. Nawet niepowodzenia nas czegoś uczą — stajemy się silniejsi.

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe.

Początki związku nigdy nie są łatwe, jest taka otoczka, wszystko przez różowe okulary. Partnerzy wydaja się idealni bez skazy, działa ta chemia, a my nazywamy to miłością. Moim zdaniem, to po prostu „choroba psychiczna”. Nie trzeba jeść, spać byle tylko być blisko siebie, czuć obecność partnera… . Tak właśnie mieliśmy. Pierwszy nasz wspólny tydzień u Marioli w mieszkaniu. Chcieliśmy spróbować jak by to było razem, wspólne życie, obowiązki, czy damy rade razem 24/7 wytrzymać. Pierwsze noce i ranne pobudki dzieci. Mariola mówiła, żebym sobie jeszcze pospał, ona zajmie się śniadaniem i dziećmi. Każdy ranek zaczynaliśmy od śniadania, robiła naprawdę super kanapki. Przepełnione dokładnością jak i wieloma składnikami: ser, szynka, cebula, rzodkiewka itp. poza matka mojej córki, nigdy nikt tak o mnie nie dbał…

Pierwszy tydzień minął bardzo szybko, jej mama niestety wróciła do domu, Mariola ukrywała przed całym światem, że mnie poznała. Wszystkie spotkania były w tajemnicy, bała się opinii rodziny, nie wiem… . Wiem, ze bała się matki zapytać o wszystko, nigdy nie spałem u niej, gdy była matka w domu. Twierdziła, ze to mieszkanie matki i jakby to wyglądało, moim zdaniem całkiem normalnie, po prostu nie miała odwagi. Była bardzo zahukaną osoba, bez poczucia własnej wartości, bez swojego zdania. Nie potrafiła postawić się i powiedzieć rodzinie, czego chce i czego oczekuje. Życie jednak toczyło się dalej. Spotykaliśmy się po kryjomu, ja nie wytrzymywałem, bo ona pisała ze swoim ex i to bardzo często. Chciałem, by pokazała, że jesteśmy razem i staramy się stworzyć coś na serio. Nigdy nie traktowałem tego, jako zabawę byle by wykorzystać ją w łóżku i zostawić. Miała dzieci, które były dla mnie tak samo ważne, jak moja córka. Nie chciałem ich skrzywdzić, już po pierwszym wspólnym tygodniu byłem zakochany w całej trójce. Już wiedziałem, że będę walczyć o nich, jak tylko będę umiał. Z młodszą córką złapaliśmy szybko kontakt, bardzo szybko mówiła na mnie „tata”. Nie ukrywam, mimo że to nie było moje dziecko, bardzo mnie to cieszyło. Po wielu prośbach, pięknym wspólnym zdjęciu zgodziła się i zrobiliśmy związek na Facebook. Czułem się trochę pewniej, traktuje mnie na poważnie i czuje to samo, co ja. Miała, co prawda, duże problemy z mówieniem co czuje, ale dla mnie, to akurat było zrozumiale.

Różowa bańka zaczyna pękać

Tygodnie mijały, spotkania były codzienne, jeździłem 45 km w jedna stronę byle być przy nich blisko. Wszystko było idealne, sex był super tak , podobnie jak z matką mojego dziecka. Ogólnie zauważałem, ze są bardzo podobne do siebie, charakter, zachowanie, podejście do życia, no i była opiekuńcza, takiej właśnie kobiety długo szukałem. Jeździliśmy w miejsca ,z którymi moja psychika miała duży problem, bo kojarzyło mi się ze związkiem idealnym, który tak bardzo zepsułem. Chcieliśmy zrobić tak, by te miejsca kojarzyły mi się z Mariola, nie ukrywam ,udało się to. Przestałem myśleć prawie w 100 procentach o byłej, cale uczucie mogłem przenieść na nich. Były pierwsze myśli o wspólnym mieszkaniu, chciałem wynająć mieszkanie w jej mieście. Miała mieć blisko do rodziny, która jest dla niej bardzo ważna. Niestety, nie wszystko było idealne, dalej był on, jej ex. Miał bardzo duży wpływa na nią. Często były rozmowy, ze nam się nie uda, czy nie lepiej to zakończyć. Ja już byłem na takim etapie, dzieci i ona byli całym moim życiem. Poświeciłem im cały czas, zmieniając przy tym wszystko w życiu. Nawet jeżdżąc do mojej córki na spotkania co dwa tygodnie, zabierałem Mariole i dzieci. Oni szli na place zabaw dla dzieci a ja na spotkanie z córka, potem razem spotykaliśmy się, jak kochająca się rodzina. Zdarzyło się mi zabrać ja na spotkanie z moja córka, niestety matka córki spóźniła się 40 minut. Stwierdziliśmy ,ze to może za szybko, więc Mariola poszła do galerii na zakupy, a ja spędziłem czas z córka. Tak jak mówiłem, żyliśmy w różowej bańce. Jak każdy wie, im bardziej taka bańka się napompuje jest duża szansa, ze pęknie. Tak tez się stało, niestety i to 1 Listopada 2018r. Przyjechałem do niej jak zawsze, w ciągu dnia na obiad mieliśmy iść razem i na cmentarze. Na moje groby rodzinne i do jej rodziny, ale była jakaś inna dziwnie się zachowywała. Była zimna, oschła, mało rozmawiała, cały czas siedziała w telefonie i z kimś pisała. Jedliśmy śniadanie w salonie, ja cały czas pytałem co się dzieje, czy coś się stało? Nagle wstała z kanapy udając się do kuchni, podszedłem do niej przytuliłem ja od tylu i zapytałem się jeszcze raz, o co chodzi. Jestem przy niej i może mi wszystko powiedzieć, pomogę jak tylko będę umiał, odwróciła się i powiedziała „to koniec, tak będzie lepiej, kiedyś to zrozumiem, mam wyjść z domu i sobie iść w pizdu.” Zamurowało mnie, nie dowierzałem pytlem tysiąc razy, co się stało, czy ktoś ją szantażuje itp. Ona była cicho cały czas, nie powiedziała ani słowa, błagając ja żeby mi chociaż podała powód. Nic bez powodu się nie dzieje. Bez ani jednego wytłumaczenia, miałem po prostu ubrać się pożegnać z dziećmi i wyjść z jej domu i życia. To nie był pierwszy raz ,jak mnie z domu wyrzuciła. Kiedyś zdarzyło się coś podobnego, jak powiedziałem na nią „tępa”, trochę dla żartów , ale ona wywaliła mnie wtedy z domu. Musiałem się ostro na przepraszać, po czasie stwierdzam, że się nie pomyliłem. Ale wracając do sytuacji, pamiętam że nic do niej nie docierało, więc pożegnałem się z dziećmi, z nią przytulając ją mocno. Ubrałem się i poszedłem do auta. Spaliłem z 4 fajki pod jej domem, jeszcze widziałem jak szla z dziećmi na plac zabaw. Nie ukrywając, tego dnia ostro się napłakałem. Miałem na szczęście znajomego z jej otoczenia, któremu się wyspowiadałem co się stało, by mi doradził, wytłumaczył. Pamiętam ze stwierdził ze to już taki tępy model, ze tak to jest jak dziecko ma dzieci i stara się żyć po swojemu. Przykro mu było, ale żebym uciekał od niej jak najszybciej, bo to zła kobieta.

„To koniec, tak będzie lepiej, kiedyś to zrozumiem…”

Dzień był bardzo smutny, sam pojechałem na cmentarz z koleżanką, wypłakałem się jej, wygadałem. Stwierdziła ze nie zasługuje by być tak traktowanym przez nią. Tak kobieta jest niewarta ani łez, ani mojego uczucia, nie umie docenić tego. Resztę dnia spędziłem w domu. Wieczorem napisała Mariola „ przerosiła i powiedziała,ze tak będzie lepiej dla dzieci i dla niej”. Rano tez napisała, długo rozmawialiśmy, a ja dalej nie wiedziałem, dlaczego tak postąpiła. O godzinie 14 zapytała, czy nie chce do niej przyjechać porozmawiać, długo nie myśląc, wsiadłem w auto i w 30 minut byłem u niej. Dzieci zareagowały jak zawsze, mniejsza Amanda jak tylko się drzwi otworzyły, krzycząc „tata” rzuciła mi się w ramiona. Klaudia tez lubiła wskakiwać na mnie jak tylko przyjechałem, ale młodsza to było coś cudownego, widać było niczym nie zmącona wielka miłość. Bardzo odwzajemniona jak by coś jej się działo zrobiłbym wszystko dla niej, czułem się jak prawdziwy jej ojciec. Długo nie siedzieliśmy w domu, szybko ubraliśmy dzieci i wspólnie z Mariola pojechaliśmy na spacer. Dalej nie rozmawialiśmy na ten temat, dlaczego itp. obiecała, ze porozmawiamy wieczorem. Około 19 zostawiliśmy dzieci jej mamie i pojechaliśmy porozmawiać. Powiedziała, ze jej „były” zaczął jej grozić, ale o co dokładnie chodziło, nigdy się nie dowiedziałem. Stwierdziliśmy, ze zaszalejemy pojechaliśmy w ustronne miejsce, na dobre bzykanko w samochodzie. Jej „były” pisał, napisała mu „to i tak się nie uda chce być z nim” Po pięknym upojnym seksie i śmiesznym, bo mało miejsca w samochodzie było z tylu ze względu na foteliki dla dzieci, odwiozłem ja do domu. Już myślałem, ze wszystko minęło i teraz może być tylko lepiej. Jakie to wszystko płytkie, mój mozg miał racjonalne myślenie wyłączone.

Informacja, która wszystko zmieniła

Następnego dnia napisała – przyjeżdżaj szybko, wystraszony jechałem. Akurat kładła dzieci na drzemkę popołudniową. Wszedłem do domu, nawet się nie rozbierałem, zapytam co się stało. Dłuższa cisza… „W dzień jak ciebie wyrzuciłam przyszedł ex, spędziliśmy dzień i się z nim przespałam”. Dodam, ze nastopnego dnia my się bzykaliśmy i ona z nim, i zemną bez zabezpieczenia duża szansa na ciąże. Ja chciałem mieć dziecko, ale ta informacja mnie dosłownie zabiła. Nikt mnie tak perfidnie nie zdradził… Chciałem uciekać ,ale zatrzymała mnie, przytuliła i przepraszała. Nigdy nie uderzyłem żadnej kobiety, ale na liścia zasłużyła. Powinienem się obrócić i uciec z tego patologicznego związku. Zostałem, wybaczyłem, przez tydzień staraliśmy się żyć razem, jak dawniej. Codziennie robiła testy ciążowe. CDN…

Początek Horroru

Początki zawsze są piękne, niby działa na to chemia w naszym organizmie. Czyli można wyjść z założenia, ze miłość to w pewnym stopniu choroba. Nie wiem czy tak jest czy nie, ale wnioski wyciągnijcie sami.

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe.

Dnia 14.08.2018 roku pojawiła się w moim otoczeniu piękna błąd włosa kobieta pierwsze wrażenie jest zawsze mylne. Miała urodę dosyć specyficzna, delikatnie męskie rysy ciała, buzi, miała na imię Mariola. Poznaliśmy się na portalu randkowym, zaimponowała mi wychowywaniem dwójki dzieci samotnie nie podając się przeciwnością losu. W dodatku wojowała z swoim byłym partnerem jak to ona mówiła dzieciakiem, alkoholikiem, ćpunem, bardzo głupim/tępym facetem. Z tego co zaobserwowałem miał gdzieś dzieci, nie interesowały go przez długi czas. Mieszkała w dużym mieście ale jak to się mówi „człowiek ze wsi wyjedzie ale wieś z człowieka nie” starała się być inteligentna, mocno stąpającą kobieta. Niestety jak bardzo się staramy pokazać, ze się jest kimś innym niż w rzeczywiście po pewnym czasie wychodzi wszystko na jaw. Nie zdradzając faktów za szybko, długi czas mieszkała zagranica w Holandi z swoim facetem i dwójka dzieci. Jak to ona mówiła facet złapał ja na dzieci, ona nie chciała z nim być ale jak już wpadli z jednym po czasie z drugim. Stwierdziła ze nie ma już wyjścia , musi z nim być bo nikt i tak nie zechce matki z dwójka dzieci i jej charakterem. Zdarzały się bardzo ostre kłótnie, on się często wyzywał na niej emocjonalnie i psychicznie. Z tego co opowiadała to nawet jej znajomi mówili żeby dala sobie spokój z tym tyranem. Az do tego stopnia ze znajomy chciał po nią przyjechać z Polski do Holandii zabrać ja i dzieci do domu. Dało się za uwarzyć ze Mariola nie do końca potrafić ufać facetom musiała zostać bardzo skrzywdzona. Na moje oko miała zaburzenia poznawcze, lek do obcych ludzi, nie potrafiła rozmawiać na trudne tematy, zamykała się w sobie niszcząc wszystko do okola. Zycie jednak zaskakuje po powrocie ich do polski, zamieszkując z mama w Olsztynie. Po pewnym okresie odkryła ze jej facet ja zdradził w clubie z jej koleżanka. Z tego co wiem i pamiętam podszyła się pod ta koleżankę stwarzając konto na facebook z jej zdjęciem i napisała do swojego faceta. Nie pamiętam ale chyba wyszło tak ze się całowali w clubie itp. nikt poza nim i koleżanką, tak naprawdę nie zna całej prawdy. Facet jej to niestety uzależniony od kłamania na każdy nawet blachy temat, nigdy mu do końca nie wierzyła w ani jedno słowo. Mieli piękne dwie córeczki Amanda dwuletnia i Klaudia trzy letnia.

Poznaliśmy się na portalu randkowym, ja bylem aktualnie w niby związku „niby był niby go nie było”. Ja poszukiwałem osoby do porozmawiania, chciałem się poradzić, wygadać, wypłakać. Tak od słowa do słowa okazało się ze walczymy tak samo z przeszłością. Po około dwóch daniach, wielo godzinnych rozmowach na messengerze stwierdziłem ze zaproże ja na spotkanie czysto przyjacielskie. Wstępnie się zgodziła ale dopytując ją czy mogę przytulic na dowodzenia zaczęła się bardzo wahać. Wręcz stwierdziła ze nie ma sensu się spotykać, nawet napisała do swojego kolegi czy idzie na piwo bo ma wolny wieczorek. Jakimś cudem, chyba wewnętrznym urokiem udało mi się ja przekonać jednak żebyśmy razem wypili piwko i pogadali. Ja jej zaimponowałem tym ze powiedziała ze ma problem z spotkaniem bo ma dwójkę dzieci, a jej odpowiedziałem ze to żaden problem możemy się spotkać w czwórkę. Lubie dzieci nie mam problemu z opieka, czy tym by dzieci mnie polubiły ” wszystkie dzieci nasze są”. Udało się jej jednak przekonać mamę żeby popilnowała dzieci jak śpią, i jak to mówiła przez długi czas wyszła na piwko z koleżanką. Stwierdziliśmy ze będziemy się spotykać jako przyjaciele do rozmowy i na piwko. Od razu na wstępie zmierzyłem ja wzrokiem nie była brzydka ale tez jak to się mówi „dupy nie urywała”. Miała coś w sobie, ładny głos, długie nogi nie krótkie jak u kaczuszki, ja według jej miałem piękny uśmiech i oczy. Tak wiec poszliśmy na piwo porozmawialiśmy o jej jak i moich problemach. Ja jej opowiedziałem o walce o córkę, jak mi moja była partnerka utrudnia kontakt z moim dzieckiem. Jak zaproponowała mi bym zrzekł się praw do córki na rzecz jej nowego chłopaka. W zamian będę miał zaszczyt nie płacić alimentów, ale będę mógł ja czasami widywać. Moja pani adwokat moja powiedziała mi, jak bym to podpisał nigdy więcej bym ani nic się o malutkiej nie dowiedział, a w najgorszym wypadku już nigdy bym jej nie zobaczył. Mariola zrozumiała to i powiedziała ze to chora psychicznie kobieta musi być, miała przykład na sobie ze dziecko musi znać ojca i z nim przebywać. Rzadko się ponoć zdarza ze facet tak walczy o własna córkę i chce dla niej być chociaż tym ojcem weekendowym, ale być!!!. Opowiedziałem jej cala historie naszego związku. Taka jakoś o 12.00 w nocy zadzwoniła jej mama ze ma wracać do domu bo idzie spać. Jakoś po spotkaniu był mały nie dosyt, kolejne spotkanie już następnego dnia, pojechaliśmy na plaże do Olsztyna, zobaczyć zachód słonica. Słabo było widać, nie wyszło ale długo rozmawialiśmy, bardzo trudne pytania były odnośnie moje byłej. Czy mi jej nie brakuje, czy nie żałuje, co planuje zrobić itp, pierwszy raz widziałem ze ktoś mnie rozumie. Chciała mnie jakoś wesprzeć, tak wiec pojechaliśmy w miejsce gdzie została poczęta moja córka, postaliśmy chwile tak opowiedziałem jej co się wydarzyło w tym miejscu w moim życiu. Nic nie ukrywałem, nawet mimo to ze to była druga randka przyznałem się do myśli samobójczych. Po teście Dna, i jak się okazało ze to jest w 99.8% moja córka, i nie mogę jej wychowywać w pełni. Moje marzenie od wielu lat poszło się „Jebać” nie umiałem się z tym pogodzić. Jestem bardzo uczuciowym facetem, ona dobrze to rozumiała wiedziała ze do końca życia będę szukał kobiety podobnej. Po prostu staram się jej zdaniem, wypełnić pustkę w sercu, tak do końca nigdy się nie pogodziłem z tym co się wydarzyło. Jak na kobietę co znała mnie łącznie cztery dni, bardzo dobrze mnie rozumiała. Chciała żeby to wyjątkowe miejsce dla mnie w Olsztynie kojarzyło się z nią a nie moja byłą partnerką Beatą. W tym momencie wydawała mi się idealna cud kobieta, wiedziała ze boje się tramwajów na ulicy, wybierała taka trasę zawsze by ich nie było. Było to cudowne dawno nikt o mnie tak nie myślał. Tak mijały nam beztrosko pierwsze randki. Następnego dnia popsuł mi się samochód, automatyczna skrzynia biegów się zepsuła. Nie mieliśmy się jak spotkać, ale wierzyła we mnie i mówiła ze odrobimy to kiedy indziej, już jakoś na 5 randce i mi i jej zaczęło zależeć. Auto udało mi się pożyczyć i pojechałem na spotkanie tak się umówiliśmy, po kryjomu tydzień czasu plaza, plaza, widok itp. Bez pocałunku bez przytulenia, ale już przez kamerkę i telefon rozmawialiśmy godzinami czas nie miał dla nas znaczenie. Liczyło się by być blisko i się codziennie spotykać, ja miałem 3 miesiące wolnego. Pracowałem wcześniej zagranicą i za odłożone pieniądze robiłem sobie dłuższe wolne by być z nią.

Po tygodniu było pierwsze spotkanie u niej w domu, dzieci już spały jej mama była w pracy na drugą zmianę. Idealna okazja do schadzek w jej mieszkaniu, leżeliśmy na łóżku, były pierwsze przytulenia, delikatne pocałunki. Po dwóch takich spotkaniach, wszystko na spokojnie nigdzie się nam nie spieszyło. Pierwsze dobieranie się jej do majteczek miała piękna ogolona muszelkę … . Trzecie spotkanie u niej w domu i poniosły nas emocje doszło do pierwszego głębszego zbliżenia. Ona siedziała na mnie w majteczkach, poruszała się jak aniołek, nawet nie wiadomo kiedy się wszystko zaczęło. Jakoś mój wojownik przeszedł przez zaporę majteczek i wszedł do komory losującej, zaczęła się zabawa. Ja lezący ona na mnie idealna sytuacja, długi namiętny sex. Długi bo mówiła ze jej facet to 3-6 minut maksymalnie wytrzymuje, ale za to może wiele razy dziennie. Ja może nie jestem aż taki ostry, żeby kilka razy dziennie dwa dobre dłuższe razy w zupełności wystarczają. Ona tez mówiła ze nigdy się jej nie podobało, jak to jej były facet brał ją na 3 minuty, sześc razy dziennie nawet jaj jej się nie chciało. Stwierdziła ze to było takie leżenie i czekanie aż skończy, żadnego polotu zwykle bez uczuciowe pukanie w ścianę. Nakręceni pierwszym razem chciało się nam więcej i więcej, ale niestety nie było jak ani gdzie. Zostały nam tylko spotkania nocne w Olsztynie, nocą nawiasie mówiąc piękne miasto. Minęły trzy dni i okazało się ze jej mama przez tydzień będzie spala u jej siostry, by jej pomóc przy dziecku. Od razu wykorzystaliśmy moment i przez tydzień zaczęliśmy żyć jak rodzinna takie mały test wspólnego życia. CDN